sobota, 21 lutego 2009

kolejna porcja ksiazek

Ostatnio nie mam zbytnio czasu na siedzenie na blogu wiec wpis "hurtowy" na temat ksiazek, ktore ostatnio przeczytalam...

               

Zacznijmy od "L'enfant qui voulait voir l'Afrique" "Dziecko, ktore chcialo zobaczyc Afryke" Johana Bourreta.

Antoine po pijanemu powoduje wypadek, w ktorym ginie dziecko. Po rozprawie trafia do wiezienia. Ma to duzy wplyw na niego i na to co sie stanie gdy na swojej drodze zyciowej spotka inne dziecko, ktore sprawi, ze cale jego zycie sie zmieni. Ksiazka w duzej mierze mowi o przyjazni miedzy doroslym a dzieckiem - przyjazni pokonujacej roznice wieku, wyksztalcenia, oraz religii i koloru skory... Przepraszam, ze nie umiem jakos fajnie recenzowac ksiazek, ale tez nie bede opisywac dokladnie tresci bo to nie ma sensu - kto bedzie chcial poznac tresc niech przeczyta ksiazke... Oczywiscie pod warunkiem, ze zna francuski, bo nie wiem czy zostala wydana po polsku.

Aktualnie poluje na "Quand les loups rodent" tego autora, ksiazke ktora mowi o ruchu oporu i dzieciach na terenie Francji podczas Drugiej Wojny Swiatowej (podobno, tak przynajmniej jest napisane na okladce "L'enfant..."). Zapowiada sie ciekawie...

                   Druga ksiazka to: Genevieve Marthon-Marchi "La Terre a ses Sabots". Opisuje ona dorastanie na wsi francuskiej tuz przed Druga Wojna Swiatowa. Pierwszy film, pierwsza przeczytana ksiazka, pojscie do szkoly i nauka francuskiego - wszystko z punktu widzenia dorastajacej dziewczynki...  Opisywana jest rodzina, inni wiesniacy, zmieniajace sie pory roku i w ogole cale zycie. Do tego piekne ilustracje Bernarda Bousquet.

Autorka urodzona w 1921 roku sama pochodzi ze wsi i podejrzewam, ze umiescila w tej ksiazce elementy wlasnego zycia.

No i trzecia ksiazka, ktora znalam juz wczesniej z wydania polskiego "Le voyage de Theo" Catherine Clement, wydana w Polsce pod tytulem "Podroz Teo" i reklamowana jako religijny "Swiat Zofii". Ksiazka ta opisuje podroz po swiecie religii, jaka odbywa razem z ciotka ciezko chory chlopiec, pol-grek pol-francuz, Teodor. Bardzo dobrze sie ja czyta: nawet po francusku pochlonelam ja jednym tchem... 

Niedaleko mnie mam biblioteke, do ktorej zapisalismy sie razem z mezem niedlugo po przyjezdzie, poza tym od czasu do czasu kupujemy ksiazki w niedalekim sklepie z ksiazkami uzywanymi - sa dosc tanie 5-8€ i na ogol w dosc dobrym stanie.

Od niedawna tez wprowadzilam w domu zwyczaj glosnego czytania, zebysmy mogli wspolnie czytac pewne ksiazki. W ten sposob oczywiscie czyta sie wolniej ale i przyjemniej. Wieczorem robie nam kawke albo gorace kakao i na zmiane czytamy porcjami wybrane teksty. Aktualnie jestesmy przy Komedii Ludzkiej Balzaca i Ojcu Goriot (nie czytamy po kolei tylko zaczelismy od tych czesci, ktore juz znam po polsku). Oprocz tego kazde z nas czyta sam sobie swoje wybrane ksiazki i w swoich jezykach: on po arabsku, francusku i angielsku, ja po polsku, angielsku, wlosku lub francusku (po francusku staram sie wybierac niezbyt trudne teksty bo w sumie jeszcze jestem poczatkujaca).

Fajnie jest miec meza, z ktorym moge dzielic zamilowanie do czytania...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

A ja znowu eksperymentowałem i dzisiaj zrobiłem Mosli dzieeź :) Mam nadzieję że tak ona powinna wyglądać jak na moich zdjęciach :)

Była bardzo dobra!