czwartek, 14 maja 2009

Ema Datse

Juz od dziecinstwa lubilam hmmm intensywne smaki. Wszelkie ostre sosy, pikantne potrawy, co to dla mnie. W rodzinie mam taka "druga mnie" moja siostre cioteczna Gaie. Obydwie jestesmy "corki smoka" o zelaznych gardlach.

Tunezyjska harissa oraz ogolnokrajowe zamilowanie do potraw ostrych wywolalo we mnie przyplyw milosci do ichniejszej kuchni. Ale nawet moja tunezyjska rodzina wymieka jak widza mnie palaszujaca na sniadanko chlebek z olejem z oliwek i harissa.  Chili w roznych postaciach (najzwyklejsze grillowane, w sosach, salatkach etc) jest nieodlaczna czescia tej kuchni.

Dlatego, gdy Anna opisala Bhutanskie Ema Datse wiedzialam, ze nie wytrzymam jak nie sprobuje ugotowac tej potrawy. Jedno co mnie powstrzymywalo to dodatek sera, bo ja jestem mocno nie-serowa, ale z drugiej strony doszlam do wniosku, ze chili w tej potrawie jest duzo, wiec swoim smakiem powinna przycmic smak sera.

Dlugo zastanawialam sie jakiego rodzaju ostra papryczke do tego uzyc, mialam ochote nawet  wyprobowac  takie kolorowe i podobno piekielnie ostre male papryczki ze sklepu afrykanskiego, ale doszlam do wniosku, ze skoro jeszcze nigdy ich nie jadlam, lepiej bedzie uzyc cos co znam i wiem jaki poziom ostrosci osiaga. Dlatego wczoraj na targu zdecydowalam sie kupic to co zwykle, czyli zielone papryczki chili, w rodzaju tych wiekszych.

Niestety fakt, ze na zakupy poszlam od tak sobie, bez listy zakupow sprawil ze nie udalo mi sie dostac wszystkich skladnikow (swierzy imbir) albo wrecz o niektorych zapomnialam (cytryna czy pieprz cayenne). Ale nie ma to jak inicjatywa w kuchni, wszystko da sie w jakis sposob rozwiazac (mam imbir w proszku).

Oczywiscie wykazalam sie totalna ignorancja podczas kupowania sera (prosze ode mnie nie wymagac wiedzy skoro ja normalnie sera nie jem, jedyne sery jaki znam to mozarella i parmigiano oraz grana opcjonalnie zwykly twarozek) i kupilam ementaler, ktory jak sie okazalo podczas gotowania, na sos to sie nie nadaje, ale ganz egal (a moglam kupic mozarelle, phi, glupota piechota nie chodzi).

Dobrze zacznijmy od przepisu oryginalnego. Ja jak zwykle na niebiesko.

Ema datse – papryczki chili w sosie serowym:
2 albo 3 lyzki masla. Jak macie indyjskie ghee, to nawet lepiej. (w sklepie nawet widzialam ghee ale doszlam do wniosku ze nie ma sensu kupowanie calej puszki na jeden raz, masla u nas tez  na ogol nie ma, skonczylo sie na oliwie, ale cos czuje ze jednak kupie to ghee bo zdecydowanie zamierzam calosc powtorzyc)

Wrzucic to do garnka (ja uzywam garnek teflonowy, bo tak jest mi latwiej) i stopic. Jak sie maslo rozpusci, to dodac:
czosnek, ile kto lubi, ja tam wale wielk lyche czosnku ze sloika i jest dobrze.(ja dalam pol glowki drobno posiekanego czosnku)
troche imbiru, utartego. osobiscie za imbirem nie przepadam i czesto udaje, ze zapominam o tym dodatku.(swierzego imbiru nie udalo mi sie dostac a ze jestem przyslowiowa blondynka nie pomyslalam  o pojsciu do sklepu indyjsko-pakistanskiego gdzie pasta imbirowa napewno jest, wiec koniec koncow dodalam imbir w proszku)
skorke z cytryny, ja tez tego nie lubie, ale jak mam juz takie gotowe suche, utarte skorki z cytryny w paczce, to dodaje, tylko tyle zeby bylo zapach cytrynowy czuc, czyli malo. (no wlasnie ja tam o cytrynie "na smierc zapomnialam)

Dodaj jedna posiekana cebule i w tym masle smaz az bedzie przezroczysta. Tak “autentycznie” to sie powinno ta cebule kroic w cwiartki i ona ma sie rozpasc jak sie ja przysmaza, ale ja za wielkim kawalkami cebuli nie przepadam wiec kroje moja w mala kostke.(ja wzielam duza cebule i pokroilam ja w duza kostke)


Dodaj papryczki.

Jakie papryczki? Najostrzejsze jakie mozesz znalesc. Zielone, lub czerwone, pokrojone wzdluz w pasemka (wyrzuc ziarnka ze srodka). Chili papryczki pasuja fajnie.

Ile tych papryczek? Ile sie chce.(ja dalam 5 duzych zielonych paryk chili, post factum stwierdzam, ze mozna i wiecej)

Niektore ema datse sa robione tylko z papryczkami, a niektore maja dodatki: ziemniaki, lub marchewke, wiec jak sie boisz samych papryczek, to dodaj troche pokrojonych w cienkie plasterki ziemniakow, albo marchwke. (ja zadnych dodatkowych warzyw nie dodawalam, tylko na poczatku calego gotowania poddusilam z czosnkiem spora porcje wolowiny, zeby z ema datse zrobic taka porzadna potrawe jednogarnkowa, coby i malzonek mogl wziac do pracy)

Przysmaz to wszystko przez jakas minutke, potem dodaj wody tyle aby sie przykrylo i to:
okolo 1 lyzeczke czerwonego seczuanskiego pieprzu, jak sie nie ma to mozna uzyc kimchi proszek, albo ten sproszkowany czerwony pieprz z Tajlandii. W ostatecznosci lyzka wietnamskiej sriracha tez bedzie git. (zadnego z tych produktow nie mialam dosmaczylam wiec spora lyzeczka ostrej papryki w proszku oraz lyzeczka harissy)
szczypte cynamonu, osobiscie cynamonu nie znosze, wiec go nie uzywam, ale to tak “autentycznie” z cynamonem. (ja cynamon bardzo lubie dalam duzo, ok poltorej lyzeczki, + na koniec dosmaczylam)
tak okolo pol lyzeczki, lub mniej szafranu indyjskiego (turmeric), ja to lubie, wiec daje wiecej niz ustawa przewiduje ( turmeric  po polsku kurkuma, za bardzo nie przepadam, dalam pol lyzeczki)
okolo 1 lyzeczki cayenne pieprzu. (patrz wyzej ostra papryka w proszku i harissa)
troche soku z cytryny, okolo 1 lyzke. (jako, ze o cytrynie zapomnialam wiec bylo bez soku)
dwa obrane ze skorki pomidory i pokrojone w kawalki (ja dalam jednego pomidorowego olbrzyma)

I gotuj to pod przykryciem dopoki ziemniaki nie zmiekna. (wszystko razem dusilam zeby i miesko bylo miekkie i wszystkie dodatki ladnie rozeszly sie w sosie)

Teraz pora na ser. Jaki ser uzyc? Hmmm… Ja robilam to z mozzarella i z blue cheese i nawet z serem philadelphia. Kazdy ser, ktory sie ladnie rozpuszcza jest OK.

Ile sera dodac? Tyle zeby jak ser sie rozpusci, zeby bylo tak troche gesto-zupowato. Jak troche za geste, to dodaj odrobine smietany (takiej do gotowania) albo maslanki. (ja dalam pol paczki tego nieszczesnego ementalera, nastepnym razem, bo napewno bedzie nastepny raz dodam mozarelli)

Posmakuj i dodaj soli jesli nie jest wystarczajaco slone. Mnie tam soli w tym nie brakuje. Jak uzywasz blue cheese to zadna ekstra sol i tak nie jest potrzebna. (mi tam weszla jaka mala lyzeczka soli)

Jesli nie padlas po posmakowaniu i nie ziejesz ogniem z geby, to znaczy ze danie nie jest wystarczajaco ostre i ze trzeba dodac troche wiecej seszuanskiego pieprzu. (ja na koniec dosmaczylam jeszcze imbirem, cynamonem i ostra papryka, bo przez ten ser stracilo na smaku)

Ja z geby nie zialam za to mocno zaczely mi lzawic oczy i pocieklo z noska co oznacza ze potrawa byla pyyyyycha :) Wszamalam cala miseczke i ze smutkiem stwierdzilam, ze szkoda ze nie moge wiecej (musi zostac dla meza na jutro) bo chetnie bym zjadla nawet calosc. 

Nastepnym razem sprobuje z mozarella, albo w ogole bez sera bo jakos totalnie mi do tego nie pasuje, aczkolwiek bez sera to juz nie bedzie ema datse ;)

5 komentarzy:

Anna pisze...

woot woot!!!
Tak, z mozarella bedzie duzo lepsze. Ja mysle zeby to w Polsce zrobic z bialym twarogiem. I masz racje z tym ghee, to sie nigdy nie psuje!
Ciesze sie ze ci smakowalo! Taka tunezyjsko-bhutanska fuzja! (Improwizacje zawsze wychodza najlepsze).

Mar pisze...

Ha, pamiętam jak na waszym weselu zażeraliśmy z Gaią harissę na wyścigi :P Nie jestem takie żelazne gardło, ale moja męska duma mi wtedy nie pozwoliła przegrac :P

Przepis ciekawy, muszę spróbowac... chociaż nie wiem, czy damy radę coś tak ostrego wszamac...

Umm Hurajra pisze...

dajcie do srodka chili w kawalkach bez doprawiania pieprzem cayenne a na koniec wiecej sera (bo ja dalam mala garsc bo wiesz jak podchodze do sera)
a do popicia cos lagodzacego np maslanke albo kefir i mysle, ze bedzie ok
poza tym normalnie to sie chyba je do ryzu, wiec od razu zlagodnieje ;)

Mar pisze...

Pierwsze co mi się nasunęło jako nspój do takiego dania to był jogurt :) Przypomniało mi się, jak kiedyś wujek zrobił gulasz węgierski i jak dobrze jogurt łagodził "piekiełko" w gardle.

Zresztą z moją odpornością na ostre rzeczy nie jest tak źle - zostało mi jeszcze trochę od czasu służby Wielkiemu Kurczakowi z Kentucky ;)

Anna pisze...

Mar, masz racje z piciem jogurtu do czegos takiego. W Bhutanie popijaja prawie wszystko kwasnym mlekiem (maslanka?) od yaka, bo krow tam nie maja.