sobota, 10 stycznia 2009

Demonstracja w Paryzu przeciwko atakowi Izraela na Strefe Gazy

No wiec dzisiaj o 14:30 na place de la Republique rozpoczela sie demonstracja. Do ostatniej chwili nie moglismy sie zdecydowac z Kulkowatym Mezem czy isc, czy nie. Koniec koncow Kulkowaty maz wypomnial mi, ze w Warszawie tez bralam udzial w pokojowych demonstracjach np gdy Izrael zaatakowal Liban, wiec sila rzeczy zeby nie stracic twarzy ubralam sie, dopilnowalam zeby i Kulkowaty zalozyl dodatkowa pare skarpetek i poszlismy.

Metro bylo pelne a na kazdej stacji dosiadaly sie kolejne osoby. Wiele z nich mialo szyje obwiazane arafatkami, niektorzy mezczyzni mieli arafatki na glowach, niektore kobiety zamiast hijabow. Nam bylo glupio, poniewaz nie mielismy niczego.

Gdy wysiedlismy a raczej wytoczylismy sie z metra pierwsze co rzucilo sie w oczy to policja, stojaca wszwedzie nawet kolo wagonikow metra. A gdy weszlismy na place de la Republique okazalo sie ze plac juz byl pelen. Przy wejsciu do metra tloczyli sie sprzedawcy arafatek (w ten sposob nasz portfel zostal odchudzony o 10 Euro za dwie chusty), mezczyzni rozdajacy ulotki, byl nawet barek z jakims jedzonkiem. 

Zaczelismy sie rozgladac za reszta rodziny, poniewaz sie umowilismy jednak nie moglismy sie znalezc a komorki nie odpowiadaly. Wzruszylismy wiec ramionami i ustawilismy sie za jakas grupka pan z takim dluugim posterem.

Powoli zaczelismy ruszac. Przed nami samochod ze szczekaczka, potem grupki ludzi puszczani partiami, zeby bylo widac postery.

Kazda grupa dyrygowana byla przez bardzo energiczne panie, ustalajace kolejnosc zebysmy sie nie zadeptali i zeby wszystko bylo dobrze widoczne. (Byli tez panowie z firmy ochroniarskiej w takich zoltych kamizelkach ale jakos nie udalo mi sie zadnego z nich zlapac na zdjeciu)



Miedzy demonstrujacymi bylo tez duzo rodzin z dziecmi, niektorymi bardzo malymi. Smiesznie wygladaja takie maluchy w takim miejscu, tym bardziej ze czesc z nich trzymala bardzo powazne ulotki. Tego chlopczyka ponizej prawie nie widac zza ulotki.

Grupka Palestynczykow przyniosla bardzo duza flage Palestyny, szybko zglosilismy sie na ochotnika do niesienia jej wraz z innymi.

Jakis czas szlismy z flaga wykrzykujac rozne hasla jak np "Israel assasin, Mubarak  complice", "Ehud Olmert assasin" czy "Sionist fachist vous etes tous terrorist""Media francais montre la verite" i inne w tym stylu. Byly tez hasla po arabsku ale nie jestem w stanie ich powtorzyc. No i co jakis czas szahada i takbir. Edit: dopytalam sie i juz wiem, ze krzyczano: "Ghazza Ghazza ramzul 'izza"(Gaza Gaza symbol godnosci), "Birruh biddam nfdik Filastin" (Z dusza i z cialem popieramy Palestyne),  "Khajbar khajbar, ja jahud dżejszu Muhammad saja'ud" (Khajbar, Khajbar [mijsce jednej z wazniejszych bitew w historii islamu] o Zydzi, armia Muhammada powroci), "Sza'bun arabijjun - Łahid" (Narod arabski - jeden) etc
Potem troche sie ruszylismy bo w tym pochodzie noga za noga zaczelismy marznac, wiec poszlismy troche do przodu ogladac jakie hasla na ulotkach i tablicach niosa rozne osoby.

Nawet komunisci sie stawili, razem z balonem Komunistycznej Partii Francji i roznymi posterami jak ten ponizej.

Krolowaly rozne nalepki na ubrania. Niektore laczace sie z Gaza, inne mowiace o okupacji i walce jak ta ponizej na plecach pewnej dziewczyny.

Niektorzy przywolywali znaki z przeszlosci przypominajac Izraelowi Holokaust lub wrecz porownujac Izrael do faszystow i hitlerowcow.

Bylo wiele zdjec ofiar ataku.

No i nowy sposob demonstracji czyli but na kiju (upamietniajacy atak dziennikarza Irakijskiego na bylego prezydenta USA Georga Busha).


Idac tak powoli doszlismy do placu Bastylii.





Tu doszlo do spalenia przez grupe mlodych ludzi o zaslonietych twarzach flagi Izraela. (Uwazam ze takie czyny nie licuja z pokojowa demonstracja, ale nie bede dyskutowac z takimi bo kto wie czy bym nie dostala po glowie)
Zdjecia troche nie wyrazne i niewiele na nich widac poza blyskami ognia, poniewaz stalam daleko a aparat tez mi czasami odmawia wspolpracy (chociaz zdarza mu sie zrobic bardzo ladnie i ostro  trudne technicznie zdjecie).




Okazalo sie ze demonstracja idzie dalej, ale my bylismy juz wykonczeni, zmarznieci i glodni wiec opuscilismy (po de facto dwoch godzinach powolnego marszu) demonstrujacych a sami weszlismy do metra i skierowalismy sie do domu. 
Kula zaprosila mnie jeszcze na pozny lunch do restauracji marokanskiej a potem sie musielismy pozegnac, poniewaz on lecial na jakies spotkanie a ja powoli noga za noga powloklam sie do domu...
Edit: Ogladamy wiadomosci. Bog nas ochronil (SubhanAllah, Alhamdulillah): przeczucia bronily mnie przed pojsciem na te demonstracje i potem nalegalam na powrot. Teraz juz wiem czemu. Doszlo do rozruchow i walk z policja.
Ostatnio bardzo czesto modlilam sie Istikhara (modlitwa o pomoc i wskazowke przed podjeciem decyzji) w innej co prawda intencji, ale fakt faktem Bog jest naprawde Wielki i dal mi to uczucie, ze nie powinnismy tam isc,a potem nawet jak poszlismy zdecydowalismy o wczesniejszym opuszczeniu towarzystwa.