Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subiektywnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subiektywnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 stycznia 2016

Bywa i tak...

Jechalismy z Frodem do supermarketu uzupelnic zapasy papieru do drukarki, kupic klej do papieru, naklejki potrzebne do cwiczen i cos slodkiego. Wsiedlismy do metra. Nie bylo ani jednego miejsca wolnego wiec stanelismy trzymajac sie barierki. Pewien siwiejacy juz pan widzac dziecko podniosl sie zeby nam ustapic miejsca. niestety nie udalo sie nam usiasc bo tuz przed nosem przemknal nam, nazwijmy go "Afro-francuz", z dluga broda i w galabii (galabija to taka "sukienka" dla mezczyzn jakby kto nie wiedzial) i usiadl na miejscu na ktorym usiasc mialo moje dziecko.
Wielki "pan muzulmanin" niech Bog mi wybaczy.

Kiedys bylam idealistka. Wydawalo mi sie, ze jak muzulmanin nosi brode i sie ubiera "po muzulmansku" to jest bardzo dobrym i praktykujacym muzulmaninem. Zycie tutaj wyleczylo mnie z idealizmu. Wrecz zaczelam miec alergie na "muzulmanow".

Ktos kiedys powiedzial, ze "jak to dobrze, ze poznal islam zanim poznal muzulmanow".
Podpisuje sie pod tym stwierdzeniem wszystkimi czterema konczynami.

Kocham Boga i kocham moja religie. Ale nie kocham "muzulmanow" (celowo w cudzyslowie) i nie identyfikuje sie z kazdym "bratem" czy "siostra" w islamie jak widze, ze postepuja w sposob odbiegajacy od tego, czego uczy nas nasza religia.

sobota, 26 grudnia 2015

Miksik sie uczy

Zeby juz za bardzo nie mieszac na tym blogu zdecydowalam sie stworzyc na potrzeby homeschoolingowe drugiego bloga, Miksik sie uczy, na ktorego serdecznie zapraszam!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Strach

Gdy w listopadzie doszlo do atakow zaczelismy sie bac. Mimo ze oficjalnie zycie wrocilo do wzglednej normy nie jest juz jednak tak jak kiedys. Przed-swiateczny Paryz zawsze tetnil zyciem. Teraz niby ludzie sa na ulicach ale czuje sie napiecie. A my boimy sie chyba jeszcze bardziej.

Z jednej strony boimy sie terrorystow. Oni nie patrza kogo zabijaja, cieszy ich kazda smierc: muzulmanin, niemuzulmanin; dla nich wazne jest zeby zasiac strach. I nie istotne jest już w tej chwili ich wyznanie. Oni uwazaja się za muzulmanow, uwazaja ze walcza w slusznej sprawie, a tacy są najgorsi. Mój dziekan dr Bilal Philips i znani mi uczeni muzulmanscy wszyscy potepiaja te organizacje od dawna. Porownuja ich do „khawarij” - grupy która dokonala rewolty przeciwko Alemu Ibn Abi Talibowi gdy ten zgodzil się na arbitracje w kwestii dziedziczenia kalifatu a potem doprowadzila do smierci Alego. O ile w islamie odebranie zycia bez waznego wyroku sadowego było zawsze zabronione to Khawarij zwyczajnie mordowali muzulmanow. Tak tez robi Daech: morduje przede wszystkim muzulmanow (stad ta fala uchodzcow). Teraz do listy ich mordow dolaczyli Francuzi. Osobiscie nigdy nie zetknelam się z kimś popierajacym te organizacje. Ale czytam gazety, slucham wiadomosci. Ciagle slysze o nowych ochotnikach podrozujacych do Syrii zeby dolaczyc do walki. A ilu nadal tu jest? Skad mam wiedziec czy właśnie np. mój sasiad nie planuje ataku?

Ale dla nas, w szczegolnosci dla mnie: Polki muzulmanki doszedl drugi strach. Moze nawet wiekszy niz strach przed terrorystami. Strach przed... Polakami. Juz w pare godzin po atakach w Paryzu 13 listopada moglam przeczytac agresywne komentarze na roznych forach zapowiadajace smierc muzulmanom. Dowiedzialam sie, ze jestem zdrajczynia Polski i Europy. Ze byloby lepiej zeby kobiety takie jak ja (europejki muzulmanki) zabijac prewencyjnie razem z naszymi « bachorami » bo sa one potencjalnymi terrorystami... Zaczelam sie bac Polakow bardziej niz terrorystow.

W pierwszym tygodniu po atakach balam sie wyjsc z domu. Za kazdym razem jak maz nie odbieral telefonu wpadalam w panike, ze moze cos mu sie stalo, ktos go napadl albo ze dojdzie do kolejnego ataku. W szkole synka (i we wszystkich szkolach) odwolano wszystkie wyjscia. Moje nerwy byly w tak kiepskim stanie ze korzystajac w faktu, ze synek nadal pokaslywal po zapaleniu oskrzeli zatrzymalam go jeszcze tydzien w domu bo doszlo do tego ze zaczelam sie bac o niego nawet w szkole.
Przez ten miesiac powoli zaczelam dochodzic do siebie, powoli strach zaczal malec. W Paryzu tez zaczelo sie robic coraz spokojniej. W zeszlym tygodniu nawet klasa synka dostala pozwolenie na wyjscie do Filharmonii. Moj strach jednak pozostal i nie podpisalam zgody na jego wyjscie, zostal tego dnia ze mna w domu. Maz sie podsmiewal z moich lekow, mowil ze przesadzam. Ale czy faktycznie?
Dzisiaj rano ktos zaatakowal nauczyciela w ecole maternelle (przedszkolu) w Aubervilliers pod Paryzem. Swiadkowie twierdza, ze powolywal sie na Daech (Islamic State) i ich polecenia napasci na nauczycieli. Zobaczylam wiadomosci na BFMTV i mój lek i moja paranoja wrocily. Teraz do 16:30 bede siedziala jak na szpilkach czekajac zebym mogla odebrac dziecko ze szkoly. Zadnych wyjsc nie planujemy... Dobrze, ze zaraz zaczna się ferie i będziemy siedziec w domu unikajac wszelkich zgromadzen.

Moje poczucie bezpieczenstwa od czasu atakow 13 listopada zniknelo bezpowrotnie.
Coraz bardziej rozumiem uchodzcow z krajow ogarnietych wojna. Tutaj wojny nie ma a ja i tak juz sie martwie czy maz wroci z pracy, czy dziecko wroci ze szkoly.
Jak dlugo dam rade tak zyc ?
Czytalam artykul, ze po atakach 13 listopada wielu mieszkancow Francji potrzebowalo pomocy psychiatrycznej, ze zglaszali sie po lekarstwa przeciwlekowe i na terapie wlasnie w zwiazku z nasilonym lekiem. Ja tez pewnie sie stane pacjentka psychiatry...
Chcialabym moc się przeniesc w jakieś bezpieczne miejsce. Ale czy w dzisiejszych czasach takie istnieje? Jedyne co pozostaje to zaufac Bogu i się modlic. Bo co innego mozemy zrobic.


niedziela, 20 listopada 2011

ech...

jakos sie nie moge zebrac w sobie na systematycznosc: raczkujacy Frodziak, nauka na studia i ogolnie wiele roznych spraw zajmuje mi duzo czasu...
wakacje spedzilismy w domu - Gruby nie mial urlopu, tak samo Ramadan - ja mialam wakacje ale Gruby pracowal i ciezko znosil post w tym roku: wstawal o 4 rano bo na 5 do pracy i nawet nie zawsze wyrabial sie z powrotem na iftar. Najwazniejsze ze dalismy rade :)
Aktualnie jestesmy w Tunezji: zjechalismy a raczej przylecielismy na Eid Al Adha i za kilka dni bedziemy juz wracac
Frodziak przy tej okazji zostal obrzezany: marudzil mi przez tydzien, ciezko go bylo odkleic od taty, nawet dziadkom nie dawal sie wziac na rece w obawie ze znowu cos bedzie bolalo. Juz sobie wyobrazam jak mi wpadnie w histerie jak trzeba bedzie isc do lekarza na kontrole - nigdy tego nie lubil a teraz juz w ogole :(

sobota, 7 maja 2011

drodzy wierni czytelnicy...

jako ze jestem w trakcie sesji polsemestralnej (bo od marca zaczela mi sie szkola) wiec dopoki nie pozdaje wszystkich egzaminow to prosze o usprawiedliwienie ;)
jestem dokladnie w polowie: mam za soba egzamin z arabskiego, aqeedy i tajweedu, przede mna jeszcze angielski, fiqh i informatyka
na karcie pamieci w aparacie czeka troche zdjec jedzenia ;) wiec beda przepisy, poza tym kolejna ksiazka przeczytana ;)
zyczcie mi powodzenia, muzulmanow prosze o pamiec w duaai

niedziela, 20 lutego 2011

Frodziak obudzil sie dzisiaj radosny jak skowronek i ze smakiem spalaszowal cala butle mleka. Znaczy sie lekarstwa dzialaja i brzuszek juz go nie boli. I chwala Bogu :)

piątek, 18 lutego 2011

Comiesieczna wizyta

Bylismy na kontroli u pediatry: 6300 g wagi i 64 cm dlugosci

Poniewaz mimo jedzenia preparatu mlekozastepczego wysypka nadal nie przeszla za to nasilily sie problemy z zoladkiem, wracamy do mleka AR. Niestety Mlody nadal bardzo mocno ulewa, budzi sie z kaszlem i placze po ulaniu, wiec czeka nas wizyta u gastrologa dzieciecego. Na razie dostal lekarstwa do pediatry zeby troche mu zlagodzic te dolegliwosci.

Chcialabym moc powiedziec, ze Frodziak byl bardo dzielny podczas wizyty, ale nie tym razem. Zaczal plakac juz przy rozbieraniu i plakal praktycznie caly czas, takze podczas szczepienia (mimo plasterkow przeciwbolowych). Za to jak tylko wrocilismy do domku zaczal sie na powrot smiac.
Cos mi sie wydaje, ze pan doktor nie przypadl mu do gustu.

Walentynki

Walentynek jak zwykle co roku nie obchodzilismy. Nie obchodzimy ich z dwoch powodow: po pierwsze uwazamy je za swieto komercji, a po drugie uwazamy ze obchodzenie tego swieta jest niezgodne z islamem. Obydwoje wolimy okazywac sobie uczucia na codzien (dawac sobie kwiatki, prezenty czy czekoladki bez powodu a raczej z jednego podstawowego powodu: ze sie kochamy i nie potrzebujemy do tego psecjalnego dnia w roku zeby to sobie okazac)

sobota, 12 lutego 2011

Frodo

Maly urodzil sie caly owlosiony. Mial gesta ciemna czuprynke, drobne ciemne wloski schodzily na czolo laczac sie z brwiami, byly tez na karku, na pleckach, udkach i ramionkach, o dziwo nawet na uszach.
Poczatkowo slyszalam zeby sie nadmiernie do tych wloskow nie przywiazywac bo sie wytra i szybko o nich zapomnimy i faktycznie z czasem bylo ich coraz mniej.
Jednakze ostatnio zauwazylam ze o ile te pierwsze wloski w wiekszosci (poza uszami) zniknely to teraz zaczely wyrastac w tych miejscach nowe rownie ciemne co te poczatkowe.
Wyglada wiec na to, ze maly bedzie rownie owlosiony co tata. Skoro wiec meza czasami nazywalam Bilbem na pamiatke bohatera ksiazki mojego ulubionego pisarza, tak wiec nasz synek dostanie przezwisko od innego hobbita, stanie sie wiec Frodem.
Ciekawe tylko czy odziedziczy po rodzicach hobbickie podejscie do zycia i uwielbienie do jedzenia - pieczarek w szczegolnosci ;)

wtorek, 14 grudnia 2010

jedna z najpiekniejszych chwil w zyciu rodzica jest ujrzenie tego pelnego oddania bezzebnego usmiechu :)

czwartek, 9 grudnia 2010

Paryz zasypalo



Paryz pod sniegiem. Autobusy nie jezdza, kierowcy jezdza 20 km/h, snieg po kostki. Slyszalam ze nawet lotniska zostaly sparalizowane.
A akurat wczoraj jak zaczynalo padac my jechalismy z malym na kontrole do pediatry. Musielismy isc spory kawalek do metra, bo autobus, ktory normalnie jechalby bezposrednio zostal odwolany. Z trudem tez wrocilismy do domu bo pchanie wozka w tym sniegu to nie lada wyczyn. Na szczescie nasz Chicco sprawdzil sie na sniegu chociaz bylo ciezko.



Do domu wrocilismy z mokrymi nogami (bo obydwoje nadal chodzimy w adidasach) a moje dzinsy byly mokre az do kolan. Dziubek niczego nawet nie zauwazyl bo jak zwykle zasnal w chwili wlozenia do wozka. W cieplym kombinezoniku i czapce, otulony kocykiem spal smacznie podczas podrozy zarowno w jedna jak i druga strone.
W taka pogode swietnie sprawdzil sie makaron z gdid i osban na obiad bo tlusty i rozgrzewajacy...

A apropos wizyty: z dziubka robi sie kluseczka: utyl ponad kilogram i wazy teraz 4,5 kg :) Zostal zasczepiony na chyba wszystko co mozliwe (Di Te Per, Polio, WZW B, HiB - w jednym i pneumokoki w drugim zastrzyku) - troszke dziwi mnie, ze szczepi sie takim hurtem na wszyzstko co mozliwe, bo wydaje mi sie ze i HiB i pneumokoki to dla niemowlaczka ktory siedzi w domku, nie chodzi do zlobka ani nie ma kontaktu z innymi dziecmi to chyba nie jest konieczne, moze to inwencja naszej doktorki? Dziubek byl bardzo dzielny, ale w sumie nie dziwota, skoro przed zastrzykami dostal plasterki przeciwbolowe.

niedziela, 28 listopada 2010

Dobrze miec tesciowa...

Dobrze miec tesciowa, ktora zadba o wyzywienie czlowieka ;)
Kalifa wrocil z Tunezji i do ostatniej paczki z bsisa, makaronem, kasza, kuskusem, przecierem pomidorowym, cieciorka, soczewica i fulem doszla paczka gdid i osban (suszone mieso i suszony tluszcz i jelita baranie), sorgo i suszonymi owocami (glownie figami, ktorych nieznosze ale ktore podobno sa bardzo zdrowe) oraz oliwa... A, i moje ukochane pestki slonecznika!
Jeszcze troche i w ogole nie bedziemy potrzebowali chodzic na zakupy, bo zapasow mamy na dobre pol roku jesli nie dluzej...
No ale wg rodzicow kobieta, ktora urodzila dziecko i ktora karmi piersia powinna sie dobrze odzywiac (dobrze w tunezyjskim znaczeniu)...

piątek, 26 listopada 2010

Hellou mamuska

Dzis mija miesiac jak spojrzalam w oczy mezczyznie mojego zycia i sie zakochalam bez pamieci...

Pamietam te chwile doskonale: ubrany byl w niebieskie ubranie, niebieska czapke i niebieska bluze z kapturem. Gdy go zobaczylam oczy mial mocno zacisniete ale juz po chwili otworzyl je szeroko i na mnie spojrzal. Spojrzal na mnie tymi ciemnymi oczami az mi zmiekly nogi (chociaz akurat w tym momencie jeszcze ich nie czulam). Wiedzialam, ze wpadlam po uszy, ze to milosc od pierwszego wejrzenia...

Trzy kilo dwiescie dwadziescia szczescia... i dalej przybiera na wadze :)

Moj Dziubdzius, o pardon Kulkowaty mezu - NASZ Dziubdzius.









środa, 17 lutego 2010

Galeries LaFayette w grudniu

Ze sporym obsuwem ;)
W grudniu odwiedzila nas w Paryzu moja mama. Spedzala szesc dlugich tygodni na szkoleniu we Francji (jest naukowcem) i na ostatni tydzien jej pobytu we Francji przypadal Paryz. Spedzilismy razem piekne chwile i ponizsze zdjecia zrobilam podczas wieczornego spaceru przy Galeriach LaFayette, ktore jak co roku byly pieknie oswietlone, a na wystawach byly specjalne animacje. Tym razem glownym bohaterem byl piernikowy ciastek. Jak zwykle byla cala masa ludzi, wiele osob z dziecmi, co ciekawe takze wielu muzulmanow, takze siostry w abayach i nikabach oczywiscie w towarzystwie calych rodzin: mezow z dziecmi. Przez grzecznosc staralam sie im nie robic zdjec.



sobota, 23 stycznia 2010

Francja dba o swoich mieszkancow

W zwiazku z panujaca pandemia grypy H1N1 potocznie zwanej swinska (ten kto wymyslil te nazwe powinien isc do wiezienia jako odpowiedzialny za masowe uboje trzody chlewnej w niektorych krajach) dostalismy z mezem zaproszenia na darmowe szczepienie. Po zasiegnieciu porady rodzinnego mikrobiologa, doszlam do wniosku, ze chyba jednak zdecyduje sie zaszczepic.

Ponizej list sygnowany przez pania Minister Zdrowia i Sportu Roselyn Bachelot-Narquin.






niedziela, 17 stycznia 2010

Kocia Mama i kapusniak.


Kilka dni temu i Kulkowaty Maz wreszcie wybral sie do polskiego sklepu, ponaglany przez Kocia Mame i jej chetke na sledziki w occie. Normalnie pewnie by odczekal conajmniej ze dwa tygodnie od zakupow zony, bo po co tak czesto chodzic do jednego sklepu, tym bardziej ze jeszcze nie zuzylismy calego barszczu czerwonego i zostala jedna torebka barszczyku bialego, ale i Kulkowaty lubi sledziki, w szczegolnosci jak podane sa z pieczonymi ziemniaczkami.
Od jakiegos czasu jednakze Kulkowaty Maz wspominal pierogi z kapusta jakie Kocia mama robila mu w Polsce dlatego przy okazji zakupow spytal o kiszona kapuste. Nie musze mowic ze do domu wrocil objuczony siatami z zakupami bo pamietajac co potrzebne do pierogow kupil takze zapas maki, jajek i paczke pieczarek no i oczywiscie kilogramowa paczke kapusty.
Uwielbiam kapuste kiszona w roznej postaci. Czy to jako surowke do mieska, czy na cieplo jako jarzynke, zupke czy danie glowne (jako bigosik, kapuste z grzybkami lub grochem) lubie tez pierogi nadziewane sama kapusta lub kapusta z grzybami. Powstalo wiec pytanie co zrobic z tak milo rozpoczetym w naszym domu sezonem kapuscianym. Ku rozczarowaniu Kulkowatego zamiast zabrac sie za pierogi postanowilam zrobic zupe, poniewaz dawno kapusniaku nie jadlam, a i slubny nigdy nie mial okazji sprobowac.
I historia powstawania tego kapusniaku sie nadaje na komedie, czy moze tragikomedie.

Zacznijmy wiec od przepisu, tzn jak on powinien wygladac w teorii:
skladniki:
wloszczyzna z cebula(jak na zupe)
kilka ziemniakow obranych i pokrojonych w kosteczke
porcja mieska (jak na zupe, najlepiej z koscia, dobra na kapusniak jest baraninka ze wzgledu na fakt ze jest miesem tlustym)
oczywiscie porcja kapusty kiszonej (ja na spory gar daje tak z pol kilo) przed wrzuceniem do gara trzeba ja troche pokroic bo na ogol sa spore kawalki
cebulka do podsmazenia, olej
ewentualnie jakas dodatkowa wkladka miesna np kielbaska czy paroweczki
po kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego, lisc laurowy
ewentualnie sok z cytryny do dokwaszenia jak kapusta nie jest wystarczajaca kwasna

Na wloszczyznie z cebula oraz miesie z dodatkiem przypraw gotuje sie wywar. Wrzuca ziemniaczki zeby sie podgotowaly. Nastepnie dodaje sie pokrojona kapuste i gotuje z godzinke. Pod koniec dodaje sie kielbaske, oraz na oleju podsmaza sie na brazowy kolor cebulke co by kapusniak dosmaczyc i poprawic kolor (oczywiscie po usmazeniu nalezy cebulke wrzucic do zupki razem z olejem).
na koniec zupe mozna dobrawic kostka maggi czy dokwasic sokiem z cytryny.
Oczywiscie kapusniak jak kazda potrawa z kapusta najlepszy jest po drugim lub trzecim odgrzaniu.


Tyle teorii. A jak to wygladalo w praktyce? Boki zrywac.
No wiec nietypowo zaczelam od wydzielenia porcji kapusty do miski, dalam nawet wiecej niz pol kilo w przewidywaniu ze conajmnej 1/3 zniknie nim nadejdzie moment wrzucania do zupy (i w sumie jak sie potem okazalo mialam racje). Na wszelki wypadek sprawdzilam czy aby napewno kapustka jest smaczna, ale tylko westchnelam: kwasna, slona, poprostu pycha. No dobrze, trzeba zrobic bulion, tylko zaraz gdzie moja wloszczyzna. No tak, przeciez ostatnie zakupy robilam tydzien temu, a w ciagu tygodnia gotowalam wiec trudno sie dziwic, ze wloszczyzna w magiczny sposob zniknela z lodowki. Ale zaraz przeciez mialam duzo marchewki. Po ponownym przeszukaniu lodowki uprzytomnilam sobie, ze przeciez ostatnio robilam zupe marchewkowa, wiec cala marchewka wyszla... Ok, ok to zrobie bez jarzyn, z reszta przyuwazylam przekladajac kapuste do miski, ze w kapuscie jest tez tarta marchewka, wiec moze nie bedzie tak zle bez marchewki. Ale kapustka czy to z marchewka czy bez jest pyszna - ta kapustka jest pyszna.
W takim razie na czym zrobic bulion? Na miesie oczywiscie. Szkopul w tym, ze mieso mialam mocno nie zupne, raczej kotletowe (bo bez kosci). A ta kapusta jaka dobra...Za bardzo napalilam sie na ten kapusniak zeby tak poprostu odpuscic i poczekac jeden dzien zeby zrobic potrzebne zakupy. Poszlam wiec po rozum do glowy i zaczelam kombinowac na czym zrobic te zupe, zagryzajac przy okazji kapustka...
Kulkowaty robiac zakupy "pierogowe" kupil pieczarki i dwa pudelka kostek maggi (wolowe i baranie) - skoro robi sie kapuste z grzybami, to moze i zupe mozna zrobic z dodatkiem grzybow. Pieczarki co prawda to nie to samo co pyszne suszone prawdziwki czy inne borowiki, ale z braku laku... A poza tym i tak glowna czescia zupy bedzie kapusta (hmm fajna jest, kwasna...)
Tak wiec do garnka wlozylam porcje miesa, cebule przekrojona w pol, kilka pokrojonych w polplasterki pieczarek, 3 pokrojone w kosteczke ziemniaki. No to jeszcze przyprawy i bedzie dobrze. Zaraz zaraz gdzie to ja schowalam liscie laurowe. Zgrzana i zdyszana jeszcze raz przeszukalam kuchnie. Dla ozezwienia wcisnelam do ust garsc kapustki... Fajna taka kwasna... Jasny gwint musialam gdzies zostawic te liscie. Dla wszystkiego postanowilam zadzwonic do meza, czy gdzies przy przeprowadzce mu nie wpadlo w oczy pudelko po kawie Ricore w ktorym trzymalam liscie laurowe. No i co uslyszalam - myslalem ze to do wyrzucenia, nie byla przeciez podpisana... (No pewnie bo po co podpisywac przeciez to oczywiste, ze puszka z napisem Ricore zawiera liscie laurowe ;) ) Czyli moje liscie laurowe poprawiaja smak smieciarki albo jakiegos wysypiska na smieci...
Ok sprobujmy sie nie denerwowac... (naprawde smaczna ta kapusta...) No dobra nie mam lisci laurowych ale znalazlam i pieprz i ziele angielskie wiec wrzucilam do miesa po kilka ziarenek. Do garnka z miesem i przyprawami dolalam wody i wlaczylam plytke co by powoli doprowadzic do wrzenia...
No wiec trzeba troche posiekac te kapuste, zaraz, chwila, przeciez byla cala miska kapusty, a zostala ledwo polowa...
No tak, smaczna byla przynajmniej...
Dobra, posiekalam kapuste, i dla jej wlasnego bezpieczenstwa poszlam grac w gry na Facebooku dopoki ziemniaki i pieczarki sie nie podgotuja...

Gdy warzywa zmiekly do garnka dodalam kapuste, i jeszcze raz przemieszalam. Poniewaz bulion na miesie bez kosci jest lekko mowiac bez smaku wiec dodalam do smaku maggi: dwie kostki baranie i jedna wolowa. Przemieszalam wszystko razem, i zostawilam na godzine co by zupka sobie lekko pyrkala, a ja w tym czasie zamordowalam kilka smokow i wampirow (na facebooku oczywiscie ;) ).
Gdy kapustka zmiekla, wyciagnelam patelnie i zbrazowilam na niewielkiej ilosci oleju druga cebulke, posiekana oczywiscie drobniutko. Dodalam do zupy i dokladnie zamieszalam. Oczywiscie parowki wyjadlam dzien wczesniej wedliny tez nie mialam, wiec zadnej dodatkowej wkladki miesnej dodac nie moglam, wiec wpadlam na pomysl co by wyciagnac mieso z zupy i jak troche przestyglo pokroilam je w niewielkie kawalki, ktore nastepnie wrzucilam z powrotem do zupy. Na koniec jeszcze poprobowalam i stwierdziwszy ze wyszlo malo kwasne dodalam sok z cytryny. Problem w tym, ze zamiast wycisnac na wyciskarce wyciskalam bezposrednio do zupy, stad jedzac trzeba uwazac co by nie natknac sie na pestki...


Mimo wszystko zupka wyszla przepyszna. Nie chwalac sie, smakowala lepiej niz jakakolwiek wczesniej, ale moze to tez dlatego, ze jadlam ja po tak dlugiej przerwie, bo przeciez moja mama zawsze robila dobry kapusniak (choc zawsze malo kwasny)... I Kulkowatemu mezowi bardzo smakowala.
Gotowalam wczoraj, miala byc na dwa dni. Byla na poltorej poniewaz ja sama wczoraj jeszcze przed powrotem meza z pracy wszamalam dwie pelne miseczki zupy a potem jak i on siadl do jedzenia (takze zjadl zawartosc dwoch miseczek) to i ja usiadlam dla towarzystwa. W efekcie zupy starczylo dzisiaj tylko na podwojna porcje dla mnie na lunch, co oznacza, ze znowu musze cos ugotowac na kolacje...

sobota, 21 listopada 2009

Usprawiedliwienie

Dawno mnie tu nie bylo, oj dawno... Gdy ostatni raz pisalam dopiero co minelo Eid Al Fitr a teraz juz tylko tydzien do Eid Al Adha...
Na swoje usprawiedliwienie napisze, ze mialam duze problemy z komputerem. Doszlo do tego, ze konieczny byl format dysku podczas ktorego stracilam wiele z czekajacych na opublikowanie materialow (jak sie jest glupia blondynka ktora nie robi kopii zapasowych to takie sa efekty). Na dodatek stracilam Microsoft Office i teraz uzywam Open Office (bo darmowy) no i mam w zwiazku z tym problem poniewaz tego programu graficznego za cholere nie moge rozgryzc (a ten ktory nalezal do Micorosoftu byl taki latwy w obsludze) a przeciez jakos musze obrobic zdjecia, dodac podpisy itp...
Tak wiec przepraszam za znikniecie i postaram sie poprawic...
Pozdrawiam :)

czwartek, 3 września 2009

Szorba bil krewett bez krewetek?

Jak sie przyprowadza niezapowiedzianych gosci to jest to ryzyko ze nie bedzie nic do jedzenia.
No i moj maz przyprowadzil goscia na iftar. Tylko zadzwonil pol godziny wczesniej zebym do zaplanowanej salatki i brika dorobila jakas zupe. W lodowce zadnego miesa za to w zamrazarce znalazlam odlozone skorupki z krewetek (jak kupuje krewetki to obieram ze skorupek, dziele na porcje, a skorupki mroze zeby potem na ich bazie zrobic bulion krewetkowy do zupy rybnej lub szorby krewetkowej. Oprocz skorupek mialam kostke bulionowa na bulion rybny. Zawartosc lodowki nie wystarczala na cokolwiek innego (chyba ze bulion z kostki ale wstydzilabym sie podac cos takiego gosciowi).
Wiec skorupki z pol kilo krewetek gotowalam jakies 20 minut zeby powstal bulion krewetkowy, bulion zlalam do miski, skorupki wyrzucilam.
Na oliwie podsmazylam drobno posiekana cebulke i kilka zabkow czosnku, dodalam duza lyche przecieru pomidorowego i troche harissy, zesmazylam razem przez chwile i zalalam bulionem krewetkowym. Po zagotowaniu doprawilam kostka bulionu rybnego i dokladnie mieszajac wsypalam pol szklanki szorby (takiej drobnej kaszki jeczmiennej). Pogotowalam jeszcze jakies 15-20 minut zeby kaszka sie ugotowala i zagescila zupe.
Podobno to byla najlepsza szorba krewetkowa jaka moj malzonek mial okazje kiedykolwiek jesc...
Mielismy tez zabawe jak gosc probowal znalezc w zupie kawalek krewetki  - zdziwil sie gdy uslyszal, ze w zupie nie ma nawet kawalka krewetki.

sobota, 29 sierpnia 2009

chcesz poczuc Ramadan? przyjedz do Paryza

chcesz poczuc Ramadan? przyjedz do... Paryza

nie zartuje

Przy tak duze mniejszosci muzulmanskiej poprostu to wychodzi samo przez sie. Moze nie slychac muezzina, ale organizacja jest pierwszorzedna: w kazdym sklepie mozna dostac rozpiske z godzinami rozpoczecia i zakoczenia postu, godziny modlitw. Supermarkety rozszerzaja swoje oferty produktow halal: u nas w supermarkecie do tej pory byl jeden rodzaj wedliny z certyfikatem, w Ramadanie pojawilo sie kilka rodzajow wedlin, mortadela, kurczak halal, do tego rozne arabskie przyprawy, makaron typu szorba (w ksztalcie ryzu). Meczety organizuja spotkania, modlitwy taraweeh itp.

Wiele barow i restauracji wysyla pracownikow na przymusowy urlop, bo najnormalniej w swiecie zamykaja sie na czas Ramadanu, moze w drugiej polowie lub na ostatnie 10 dni sie otworza, ale to tez moze, w zaleznosci od zapotrzebowania (czyli tego w jakim kwartierze sie mieszcza, w jakiej okolicy - w zaleznosci od tego jaki procent mieszkancow to muzulmanie).

Po okolicy latwo poznac jakie narodowosci gdzie mieszkaja: w pewnym oknie zobaczylam egipska lampe Ramadanowa!!!

My jak zwykle poscimy. Jakos po modlitwie Asr zaczynamy szykowanie Iftaru - posilku przerywajacego post. Korzystamy z tego ze jestesmy rodzina mieszana i na naszym stole pojawiaja sie potrawy zarowno polskie jak i tunezyjskie: tak wiec po zupie pieczarkowej jemy tagine, rosol drobiowy z makaronem lacze z ruz djerbi na drugie danie, tunezyjska szorbe bil krevett z polskimi pierogami z miesem, zupe gulaszowa  z brikiem. Moj maz bardzo lubi polska kuchnie (oczywiscie bez swinki :) ). Jego rodzina takze chetnie probuje nowych rzeczy, ale potem mowia, ze jednak ta polska kuchnia taka bez smaku (bo bez harissy). Moj maz nie narzeka. Zjada wszystko co mu podam. Czasami smiejemy sie ze z mojej reki zjadlby i trucizne ;)

Post zawsze przerywami daktylami, moj maz pije lbn, ja wode. Potem moment na zupe i idziemy sie pomodlic. Po modlitwie drugie danie.

Potem z filizanka kawy lub herbaty w lapce siadamy przed komputerem i wlaczamy arabska telewizje: ogladamy jakis serial podjadajac cos slodkiego.

I czas wyjsc. Maz idzie na modlitwe taraweeh. Ja nie. Po zeszlorocznych doswiadczeniach nie mam najmniejszej ochoty isc do zatloczonej i zle wentylowanej sali dla kobiet. Rok temu bylam swiadkiem jak jedna z kobiet zaslabla. Ja sama musialam sie od ktoregos momentu modlic na siedzaco bo bylo duszno i goraco a mi sie nogi uginaly. Dlatego w tym roku powiedzialam mezowi, zeby chodzil sam. Z reszta od czasu lutowej przeprowadzki meczet z sala dla kobiet jest daleko, nie na moje sily zeby isc pieszo, a znowu nie ma sensu brac samochodu bo nie byloby gdzie zaparkowac. Tak wiec gdy moj maz idzie do meczetu ja zostaje w domu: czytam, surfuje po necie, modle sie Isha w samotnosci. Wieczorna samotnosc przy modlitwie sprzyja kontemplacji, pomaga w rozmowie z Bogiem, dluzej siedze robiac duaa, robiac zikr, czytam Koran.

Potem wraca maz, siadamy razem do stolu jedzac cos lekkiego: salatke, owoce, Amor palaszuje swoja ulubiona psise. Amor leci do komputera a ja wsadzam nos w ksiazke. Ostatnio przeczytalam po francusku jeden z tomow o Herculesie Poirot Agaty Christie - La mort dans les nuages, kolejne ksiazki czekaja w kolejce na polce. Brakuje mi ksiazek po polsku. Owszem mam dostep do wersji multimedialnych, ale to jednak nie jest to samo co prawdziwa papierowa ksiazka w lapce.  Musze zadowolic sie czytaniem po francusku, a musze pochwalic sie ze idzie mi to coraz lepiej.

W ten sposob doczekujemy do czasu przed Fajr: zjadamy sahur- mleko z platkami, psisa dla Amora, owoce, trzeba oczywiscie dopic sie na zapas. A potem idziemy spac zeby wstac w okolicach 11. Amor leci do pracy, ale restauracja nie funkcjonuje w Ramadanie normalnie, w zasadzie to nie pracuja, ale chca zeby chociaz wpasc i sie przypomniec, bo jak pojawia sie klienci to warto zeby jakis pracownik byl na miejscu. Ja zostaje w domu: czytam, sprzatam, surfuje w internecie, aktualnie tez nie mam zadnego zajecia bo i firma majac klientow muzulmanow nie ma zlecen, a brak zlecen oznacza brak pracy dla mnie. I tak jakos mija mi dzien. Potem wraca Amor, szykujemy iftar, i tak powoli uplywaja nam kolejne dni Ramadanu...

wtorek, 25 sierpnia 2009

Powrot z wakacji i Ramadan

Z wakacji wrocilismy praktycznie na ostatnia chwile, dziewietnastego sierpnia na wieczor. Najgorsze oczywiscie bylo, ze tak naprawde do ostatniej chwili nie wiadomo kiedy Ramadan sie zacznie, 21 czy 22. Ale chwala Bogu pierwsze dni mamy juz za soba.

Powoli porzadkuje zdjecia, kartki pocztowe i pamiatki z wyjazdu. Przepraszam ale z braku internetu nie udalo sie nic wczesniej napisac- ale obiecalam, relacja sie pojawi. Szuejja szuejja. Tez sie tego nauczylam od tunezyjczykow. ;)

No wiec Ramadan sie zaczal. Obydwoje jak zwykle poscimy. Iftar w tym roku roznorodny: zaczelam nie po arabsku: pierwszego dnia nalepilam mantow (cos w rodzaju pierogow) po uralsku (Smoku dziekuje za przepis) i czesc poszla do zamrazalki, na drugi i trzeci dzien zrobilam pieczarkowa. Do tego oczywiscie spora porcja salatki i owoce. Post obowiazkowo moj maz przerywa lbnem i daktylami, ja, ze niemleczna woda i daktylami. I tak jakos leci.

Dzisiaj moj maz wyzywa sie kulinarnie robi tagine z krewetkami oraz ruz djerbien z kurczakiem, krewetkami i merguezami. (przepisy pojawia sie obiecuje)