sobota, 2 maja 2009

Ale pasztet... fasolowy

Zemfiroczka mnie nadal inspiruje i juz weszlo na codzien, ze kombinuje z czego by tu mozna zrobic "pasztet" bezmiesny. Tym razem padlo na fasole:

  1. 2 szklanki bialej suchej fasoli namoczonej przez noc
  2. 2 duze cebule (moje byly olbrzymie)
  3. 2 jajka
  4. sol, pieprz, duuuuzo majeranku
  5. troche oleju do smazenia

Fasole ugotowalam do miekkosci, odlalam wode i zmiksowalam dodajac troche plynu z gotowania, zeby mikser nie padl. Cebule pokroilam w srednia kosteczke, podsmazylam na zloto na oleju. Wrzucilam do pasty fasolowej razem z olejem ze smazenia. No i pojawil sie problem w postaci jak doprawic: chcialam zeby masa byla mocno fasolowa i kombinowalam czym doprawic, zeby bylo fasolowo i ziolowo - padlo na majeranek, wsypalam tak ze 2 garscie, rozcierajac w dloniach, zeby uwolnic zapach. Oczywiscie dosolilam i popieprzylam. (doprawiac trzeba mocno, zeby po dodaniu jajek smak byl odpowiednio intensywny). Na koniec wbilam jajka i dokladnie wymieszalam. Pieklam pol godzinki w moim rzechowatym piekarniku. ;)

Smakowo wyszlo niezle: mocno fasolowe i majerankowe. Troche za suche (jak zwykle). No i troche sie rozpadalo przy krojeniu (musze wykombinowac, co dodac do masy zeby byla bardziej zwarta).

Jedlismy ze swiezymy rzodkiewkami, moj slubny wzial jeszcze harissy do smaku (bo on wszystko je z harissa nawet jajka).

2 komentarze:

AnnaI pisze...

chcesz zeby sie nie rozpadalo? Poszukaj w sklepie z jedzeniem japonskim kostek MOCHI. Sa one na bazie ryzu. W normalnej postaci sa bardzo twarde, ale jak sie je podgrzewa, to sie robia bardzo lepkie i gooeyiste. Potnij (albo utrzyj w food processor) okolo 1/2 kostki mochi w male kawalatka i dodaj to tej masy fasolowej. Jak bedziesz te kotletki smazyla, czy piekla, to mochi sie roztopi i bedzie trzymalo calosc do kupy. Ja je dodaje do wszystkiego do ma duzo skladnikow i ma tendencje do rozpadania sie. A nawet i do zup zeby je zagescic.
Alternatnie, troche utartego zoltego sera tez bedzie trzymac wszystko do kupy.

zemfiroczka pisze...

Ojej! Fajno, że inspiruję, fajowski pasztet, też sobie zrobię z fasoli, a co! ;) A z tym rozpadaniem - sama nie wiem jeszcze. Princess mówiła, żeby dodać kaszy manny - jeszcze nie próbowałam, no i żeby za długo nie piec, bo się robi suchy i rozpada.

pozdr!