Bog wie wszystko. Wie co sie dzieje z kazdym z nas. Wie o kazdym listku spadajacym z drzewa, o kazdej muszce, kazdym ziarenku piasku...
Czemu wiec tylu braci i siostr zapomina o tym, ze ON wie. Jakze boli mnie serce, gdy widze siostry muzulmanki z krajow tzw arabskich, ktore po przyjezdzie do Europy odrzucaja religie, w ktorej sie wychowaly, zrzucaja muzulmanskie stroje, zaczynaja spotykac sie z mezczyznami, zaczynaja robic wszystko to, czego w swoim kraju nigdy w zyciu by nie zrobily. Jakze boli mnie serce, gdy widze moich braci zaliczajacych panienki, zyjacych od imprezy do imprezy, pijacych alkohol i cpajacych. Gdy wracaja do domow rodzinnych znowu wchodza w skore idealnego dziecka, idealnego muzulmanina, modla sie i chodza do meczetow...
Kiedys w rozmowie z pewna muzulmanka uslyszalam, ze przeciez w Europie Boga nie ma (astaghfirullah wybacz mi, Boze), ze przeciez w Europie wszystko wolno.
Nic bardziej mylnego. To tutaj odnotowuje sie z roku na rok coraz wiecej nawrocen na islam. To wlasnie europejska wolnosc pozwala nam przyjmowac islam, budowac meczety, zakladac muzulmanskie szkoly... To europejska wolnosc pozwala kobietom zakladac muzulmanski stroj, podczas gdy coraz wiecej krajow arabsko-muzulmanskich wprowadza zakaz uwidaczniania religii, podczas gdy wiele krajow arabskich odrzuca muzulmanow zbytnio praktykujacych islam.
Coz, podobno jednym ze znakow zblizajacego sie konca swiata bedzie odejscie od islamu krajow muzulmanskich a odrodzenie tej religii w innym rejonie (wychodzi na to, ze to Europa). Jednym ze znakow konca bedzie, ze meczety beda pelne, ale trudno bedzie znalezc prawdziwego mumin (naprawde wierzacego i praktykujacego muzulmanina).
Jak na moje oko wlasnie to sie teraz dzieje...
Tak rzadko slysze o ludziach pamietajacych w dzisiejszych czasach o Bogu, czczacych Go i kochajacych Go. A przeciez Allah (Subhanahu wa ta ala) powiedzial, ze jezeli ktos go wspomina to i On wspomina ta osobe. Powiedzial tez ze jezeli ktos idzie do Niego, to On, subhanahu wa ta ala, biegnie do tej osoby, jezeli ktos zbliza sie na piedz do Boga, Bog zbliza sie jeszcze blizej.
Czemu wiec oni zapominaja...
tak ostatnio obserwuje dyskusje na roznych forach nt zwiazkow mieszanych...
Przez ostatni rok wiele znanych mi zwiazkow sie rozpadlo, w szczegolnosci te z arabami, i probuje jakos sobie ulozyc w glowie co sie dzieje, co sie dzieje z tymi ludzmi. Co wiecej coraz trudniej mi pisac na tych forach i to tylko dlatego, ze mi w moim malzenstwie jest poprostu dobrze.
Nie wiem czy to niebywale szczescie, czy glupota (a przeciez glupi ma zawsze szczescie), czy poprostu "Ten tam na gorze" bardzo dobrze mnie strzeze ale w sumie jakos mi wyszlo. Owszem biorac pod uwage sytucja jakie widzialam w zyciu, o udany malzenstwie bede mogla mowic po jakichs 20 latach razem lub wrecz na lozu smierci, jednak tak analizujac ostatni rok mojego zycia to naprawde wydaje sie to wrecz bajka...
Moj maz czyli znany wam z moich opowiesci Maz (pisany przez duze M) jest kims z zupelnie innej bajki, zupelnie jak ja. Cichy, spokojny, kochajacy i troskliwy. Dla zony, ktorej prawie nie znal przed slubem (pobralismy sie po 2 miesiacach znajomosci) haruje jak wol tylko po to zeby ksiezniczka raczek sobie nie zniszczyla praca. On, prawnik, a w Polsce robil kebaby tu we Francji nosi worki z cementem. Wszystko po to zebym ja byla szczesliwa i nie musiala pracowac... Wszystko po to, zebym miala wszystko o czym zamarze...
Komputer? prosze bardzo... Pizza dla ksiezniczki?... goraca i pyszna... Kanapka z kurczakiem? Kuskus? Rybka grillowana? Zelki halal?
przeciez tak naprawde to dla mnie sie przeprowadzilismy... zebym ja mogla zyc tak jak chce...
Kochany i troskliwy. Nigdy na mnie reki nie podniosl, choc mialby ku temu wiele powodow, bo ze mnie niezla malpa i zlosliwiec.
A on... jedyne co od niego otrzymalam to dobro... ta cierpliwosc do rozkapryszonej ksiezniczki.. to cieplo i delikatnosc nawet w mowieniu mi ze jestem maupa (jak to sie mowi dyplomata to ktos kto powie ci zebys spadal w taki sposob, ze sie cieszysz na podroz).
Kocham Go. A przynajmniej tak mi sie wydaje.
Staram sie byc dobra zona, chociaz nie zawsze mi to wychodzi, poniewaz nasze wizje dobrej zony nieco sie roznia. Ale jestesmy razem, W zdrowiu i chorobie, w szczesciu i nieszczesciu, na dobre i zle...
Dziekuje Ci, Boze, ze dales mi ten skarb...
Dziekuje Ci, Panie.
Moj mezu
احبك الذي احببتني له
Niech Ten, dla Ktorego mnie pokochales, kocha i Ciebie.
جزاك الله خيرا
Bog zaplac [dosl.: Niech Bog odplaci ci dobrem]
Ukochany.
Jedno pytanie mi czasami chodzi po glowie. Czy moj maz wie jak bardzo go kocham, czy rozumie. Ze kocham to wie, ale jak bardzo. Czy rozumie czym byla dla mnie przeprowadzka, zostawienie mamy, dziadka, najblizszych w Polsce. Kazde z nas wyraza uczucia w inny sposob: ja-kobieta, on-mezczyzna wychowani w roznych krajach i kulturach. Laczy nas religia, gleboka milosc do Boga i olbrzymi szacunek i milosc do rodzicow. A ze nie zmywam i nie sprzatam jak moja tesciowa i szwagierki czy to cos zmienia?
Wiem, ze Maz mnie kocha i pod wieloma wzgledami rozumie, jednak sfera uczuc dla nas obojga jest bardzo trudna. Chyba z reszta dla kazdego. A tym bardziej jezeli jest sie w zwiazku mieszanym z osoba z innego kregu kulturowego i jezeli porozumiewa sie ze soba w jezyku, ktory dla obojga jest jezykiem obcym, nabytym. My rozmawiamy po angielsku. Kiedys sadzilam, ze znam ten jezyk dobrze. W zyciu codziennym zrozumialam ze pod wieloma wzgledami nie potrafie sie wyrazic w tym jezyku, a nawet jak sie wyrazam natykam sie na braki w zrozumieniu, poniewaz moj maz te same slowa rozumie w inny sposob...
Ale, jak zawsze mowie Chwala Bogu, Alhamdulillah, bo mimo pewnych brakow na linii komunikacji jakos potrafimy sie zgrac, a ze nie wszystko u siebie nawzajem rozumiemy... coz trzeba to przyjac jako dobrodziejstwo inwentarza.
jezeliby zmienic slowo mezczyzna na kobieta opis w duzej mierze opisywal by mnie...
tylko jedno mi w nim nie pasuje: od mojej mamy zawsze otrzymywalam poklady wielkiej milosci... moja mama jest cudowna i wspaniala :)
Islam obdarza matke wielkim szacunkiem. Prorok Muhammad (sallAllahu alaihi wa salam) powiedzial, ze "Raj jest pod stopami matek". Abu Hurajra przekazal, ze innym razem, gdy przyszedl do Niego mezczyzna i zapytal, kto powinien byc mu najblizszy Prorok odpowiedzial "matka", gdy mezczyzna zapytal kto nastepny odpowiedz brzmiala "matka" . A kto nastepny? - "Matka". Gdy spytal po raz czwarty odpowiedz brzmiala "Ojciec".
Gdy ludzie przychodzili aby isc na jihad, Prorok (sallAllahu alaihi wa salam) pytal sie ich czy ich rodzice zyja. Jezeli tak - dostawali polecenie pozostania w domu i opieki nad nimi to byl ich jihad.
Kuskus z kurczakiem (proporcje na 2 zarloki i dluugi wieczor lub na jakies 4 osoby w miare normalnie jedzace)
skladniki
kilka porcji kurczaka (na 2 osoby) (najlepiej udka, zeby byly kostki na ktorych wychodzi super sos)
2 duze marchewki przekrojone na pol wzdluz oraz na 2-3 cm kawalki
3 srednie ziemniaczki przekrojone na 6
pol szklanki namoczonego hummusu (cieciorka alias groch wloski, nalezy namoczyc przez noc - uwaga bo zwieksza objetosc kilkukrotnie)
2 duze cebule drobno pokrojone
2-3 duze zabki czosnku w plasterkach
duza lyzka przecieru pomidorowego
olej
2 szklanki kuskus
lyzeczka harissy (jezeli harissa nalezy do tych lagodniejszych odpowiednio wiecej, naszej wystarczy lyzeczka zeby sobie przyjemnie wypalic paszcze)
3-4 gozdziki
sol, pieprz
kmin i kolendra w proszku
cebule i czosnek zeszklic na oliwie, dodac przecier i mieso i hummus, zalac ok 2 litrami wody i dokladnie wymieszac, zagotowac, dodac gozdziki
gotowac na wolnym ogniu az zredukuje sie o polowe, wtedy dodac reszte warzyw oraz doprawic do smaku (uwaga sos jeszcze sie bedzie redukowal wiec smak bedzie bardziej intensywny)
w tym czasie przygotowac kuskus: lekko zwilzamy woda (pol do szklanki), i przecieramy dlonia wcierajac wode w kasze, dolewamy troche wody i odstawiamy kuskus na 15-20 minut
gdy kuskus zwiekszy objetosc, jeszcze raz wymieszac i wlozyc do gornej czesci garnka do kuskus a nastepnie ustawic na dolnej czesci w ktorej gotuje sie sos, brzeg mozna zabezpieczyc paskiem materialu zeby gorace powietrze nie uciekalo bokami, gorna czesc oczywiscie przykrywamy
gotujemy wszystko razem jakies 20 minut do pol godziny (kuskus roznych firm i gotuje sie w roznym czasie wiec trzeba sprawdzac), w polowie mieszajac zawartosc gornej czesci garnka (tzn kuskus), (uwaga bo gorace) takze sos nalezy sprawdzic czy sie za bardzo nie wygotowuje ewentualnie dodac troche wody
jezeli kuskus jest ugotowany sprawdzamy sos i ewentualnie doprawiamy do smaku a nastepnie przekladamy kuskus do glebokiego duzego talerza lub miski, dodajemy kilka lyzek sosu i mieszamy, na wierzch polewamy reszta sosu i wykladamy warzywa i mieso
smacznego :)
Dzisiaj znowu sobota
Z trudem zwloklam sie z lozka o wpol do osmej, oczywiscie jak zwykle najpierw do pierwszej w nocy siedzialam w internecie a potem przez kolejne dwie godziny nie moglam zasnac, w efekcie wstanie na zajecia graniczylo z cudem... Temu, kto wymyslil szkole weekendowa wykonalabym autopsje na zywca...
No ale koniec koncow zwleklam sie z lozka, wlalam w siebie kubek goracej kawy z duza iloscia cukru i mimo mdlosci zjadlam pojemniczek jogurtu... myslalam ze... oj moze nie bede obrzydzac wam czytania... ;)
Zajecia jak zajecia, mimo ze nie bylo mnie na poprzednich wszystko bylo dosc proste, a poniewaz w przeblysku inwencji przerobilam nastepne kilka stron z podrecznika bylam jedyna osoba rozumiejaca o czym mowi prowadzaca. Reszta bez oporow zaglebila sie w dyskusjach typu ile wypilem/wypilam wczoraj i czemu mam/nie mam kaca i gdzie dzisiaj isc pic... Te dyskusje mnie nie interesowaly, z reszta nie po to place za ten kurs zeby spedzic pol dnia na pogaduszkach. Skupilam sie na zajeciach, durnych cwiczeniach gramatycznych i dialogach z podrecznika... Nauczycielka po kilku bezskutecznych probach zwrocenia uwagi klasy skupila sie na dwoch pierwszych rzedach, ktore byly zainteresowane lekcja i w ten sposob dociagnelismy do trzynastej trzydziesci.
Pobilam nowy rekord i do mieszkania weszlam rowno pol godziny pozniej. Mialam coweekendowy zamiar zanurzyc sie z powrotem pod koldre w celu towarzyszenia Mezowi w sobotniemu odsypianiu, jednak ku mojemu zdziwieniu mieszkanie bylo jasne, okna odsloniete, podloga odkurzona, a moj Maz, zamiast jak zwykle tego dnia i o tej porze lezec w objeciach Orfeusza ,pogwizdujac wesolo sprzatal kuchnie. Mialam ochote pobluzgac pod nosem, jednak moja uwage przykul zapach roznoszacy sie w mieszkaniu: kuskus!!!
No i w ten sposob zostalam zalatwiona na przyslowiowy amen.
Po lunchu oczywiscie zostalam zagoniona do odrabiania lekcji, przy tej okazji Maz zrobil mi gruntowna powtorke i okazalo sie ze z moim francuskim nie jest tak zle jakby sie moglo wydawac. Mimo ze to dopiero miesiac nauki (i to nie caly) poczynilam wedlug niego niebywale postepy (jak na przyslowiowa blondynke i hijabi bo podobno hijab zakrywa mozg, jak twierdzi wiele osob negatywnie nastawionych do islamu ).
Juz mialam nadzieje ze bede mogla zaslonic okna i uciec w objecia snu gdy Mezowi przypomnialo sie cos jeszcze: arabski i czasowniki nieregularne nad ktorymi sie mecze juz od 3 miesiecy z hakiem. No i znowu zaczely sie tortury...
Na szczescie zadzwonil Szwagier Pizza i Maz poinformowal mnie ze musi wyjsc. Jak tylko drzwi sie za nim zatrzasnely, szybko zeby nie tracic czasu zaslonilam okna i wyciagnelam koc i nawet sie polozylam tylko ze po polgodzinnym przewracaniu sie z boku na bok okazalo sie ze zostalam wystarczajaco rozbudzona zeby nie byc w stanie zasnac...
No to teraz czekamy na wieczor i sie okaze jak bedzie ze spaniem. Jedno dobre: zmieniamy czas.